Ostatnie posty

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą artykuł. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą artykuł. Pokaż wszystkie posty
Nudzicie się czasami? Według "Mojej przyjaciółki" z 1937 r. aby się nie nudzić trzeba poświęcić czas na myślenie w samotności, czytanie z planem a także rozmowę ;). Zapraszam do przeczytania całego artykułu.



Jak zaradzić nudzie? Czyli - więcej myśli!
"Moja przyjaciołka" 1937 r.
Pisownia oryginalna

"Kobiety, które uskarżają się na nudę, bez względu na to, czy są paniami domu, czy pracują zawodowo, nie umieją inaczej jej zaradzić, jak rzucając się w wir rozrywek, zabaw, lub stwarzając sobie całą masę obowiązków towarzyskich, na które z kolei znowu się narzeka.
Dlaczego narzeka?

Oto towarzyskie obcowanie daje tylko pewną sumę wyobrażeń i wrażeń, które, o ile są wartościowe mogą służyć za pożywkę myśli, ale najczęściej i w przeważającej masie są jak obrazy w kalejdoskopie przemijające, nieuchwytne, o ile nie wręcz bezwartościowe.
Nie ma w tym myśli. A zatem przekonywujemy się, że nuda, ten najgorszy wróg naszej radości pochodzi nie skądinąd, jak tylko z braku myśli.

Znane nam dobrze uczucie pustki myślowej. Cóż powiedzą na to ludzie, tzw. zapracowani? Jakże często słyszy się z ust Pani domu: nie mam czasu nawet pomyśleć, a jednak się nudzę a więc znowu nuda z braku myśli.
Czy można pracować, nie myśląc? — zapyta ktoś. Można i jak niestety często się tak robi! Życie nasze zewnętrznie rzadko idzie w parze z wewnętrznym i gdy pierwsze nie zaspakaja drugiego, tworzy się pustka, powstaje nuda.



I gdyby rzeczywiście mogło zabraknąć nam czasu dla życia wewnętrznego, a więc dla myśli, byłoby źle. Miejmy jednak nadzieję, że nie czasu lecz umiejętności myślenia nam brakuje. Człowiek przychodzi na świat bez urojeń, bez kompleksów, zdolny do czynienia spostrzeżeń, wyciągania wniosków czyli myślenia samodzielnego.
Niestety, naprawdę myślimy jako dzieci do kilkunastu lat. Potem (nie licząc wyjątków) jeżeli wyższe studia nie przedłużają tego okresu — zaczyna się korzystania z myśli cudzej, dajemy się wieść biernie, a z umysłu korzystamy tylko w celach praktycznych. Robimy pieniądze, zdobywamy stanowiska, lub bawimy się, a wtedy już nie myślimy. Czyli, że życie niosąc nas na swej, fali przeszkadza nam myśleć.

Czy możemy temu zaradzić? Jesteśmy przecież obdarzeni wolą, a z nią łączy się ściśle myślenie. Jeżeli zechcemy, zorganizujemy sobie życie tak, by dostarczało nam materiału i żeby w dniu pozostało nam przynajmniej 30 minut na „myślenie".
Trzy czynniki mogą nam przyjść z pomocą bardzo wydatnie: Samotność, czytanie, rozmowa.
Nie będę się zatrzymywała na przykładach wielkich twórców, filozofów czy apostołów, którzy odsuwali się w zacisze samotności, aby myśleć.

Rzecz od najdawniejszych czasów poprzez legendy i fakty historyczne doskonale znana.
Zwróćmy się od razu do częstych pragnień przeciętnego śmiertelnika w dniu poprzednim. Nie zawsze uświadamiamy sobie, dlaczego z taką przyjemnością odbyliśmy jakąś samotną przechadzkę, dlaczego doznaliśmy miłego zadowolenia, gdy pozostaliśmy sami w domu, albo gdy możemy odosobnić się chwilowo w własnym pokoju. Otóż było to i jest niczym innym jak pragnieniem samotności, która separując nas od wielu wrażeń zewnętrznych, sprzyja myśleniu.

Pragniemy myśleć.
Czyniąc zadość temu pragnieniu, trzeba tak zorganizować sobie życie, żeby mieć dla siebie godzinę samotności, a wreszcie, żeby ją odpowiednio dla swego życia duchowego, dla naszej, kultury umysłowej wykorzystać.
Zwykle nasze zawodowe zainteresowania, jeżeli nie są bardzo wybitne, stają się obowiązkiem, od którego chętnie uciekamy w chwilach wytchnienia, pragnąc dla myśli innej pożywki. Wtedy mogą wystąpić rozmaitego rodzaju amatorstwa, najczęściej uwidocznione przy wyborze książek.
Tu spotkamy się z drugim czynnikiem, który ma wspomóc naszą myśl: z czytaniem.
Żyjemy w czasach, kiedy zdaje się, że każda myśl, każde słowo mniej, lub więcej mądre krzepnie natychmiast w dziele. Istna powódź książek, przeróżnych i najrozmaitszych pism. Jesteśmy oślepieni i przerażeni ich mnogością.



Co czytać? co wybrać? Wszystko? — najczęściej tak się robi. Czytamy nie tylko wszystko, bez wyboru, ale i jak? Pochłania się treść, akcję najczęściej powieści, których tytuły i autorów zapomina się już następnego dnia.
Czytamy z nudów, żeby „zabić czas", żeby „oderwać się", czytamy żeby... nie
myśleć.
Bronimy się przed tą naturalną potrzebą, bo już myśleć nie umiemy. — rezultat taki, że z gorzkim zniechęceniem odwracamy się od wszelkich, wysiłków umysłowych, idąc znowu na lep powierzchownych, łatwych emocyj, lektur mało wartościowych.

Otóż przede wszystkim należałoby zakreślić sobie jakiś plan, a jeżeli tego uczynić nie można, starajmy się uświadomić sobie podczas czytania swój własny stosunek do przedmiotu. Wtedy na pewno pobudzimy swoją własną myśl, usuwając czcze uczucie pustki mózgowej.
Myśleniu w sukurs przyjść może i powinna rozmowa, ale tylko wtedy, gdy partnerzy są zgodni w intencji myślenia.
Niestety, rozmowa stała się bardziej niesprzyjająca myśli, niż bezładne czytanie. Przypomnijmy sobie czcze gadaniny w klubach, „ryzykowne" rozmowy okraszone dowcipem podczas zabaw, a już wręcz nudne rozmowy na zebraniach towarzyskich, przy stołach, gdzie utrzymuje się wciąż zwyczaj prowadzenia sześciu rozmów, gdy jest 10 osób.

Więcej więc myśli, a będzie mniej nudy!"

Zapraszam do zapoznania się z artykułem o  Lodzi Halamie i jej błyskotliwej karierze zrobionej dosłownie nogami!

PISOWNIA ORYGINALNA
"Samotną gwiazdą" nazwali Lodę Halamę w tym roku letnicy w Żegiestowie. Unikała towarzystwa, bo najlepiej wypoczywa po nerwowym życiu teatralnym zdała od ludzi. Pozatem, jako osoba dość sentymentalna (kto by o tem pomyślał?) lubi godzinami chodzić po ustroniach. Nie dba wtedy o strój, chodzi boso, nieumalowana, gładko uczesana, po prostu zapomina, że jest gwiazdą, która wśród ludzi musi dbać o siebie i na każdym kroku uważać na strój, sposób bycia itd. Cieszy się najbardziej, gdy na pewien czas może zrzucić z siebie jarzmo popularności, co zresztą nie zawsze się udaje.

W tym roku np. miała taką, dość zabawną przygodę. Jak zwykle wybrała się do lasu zupełnie sama. Po kilku godzinach spacerowania zauważyła, że jakiś student idzie za nią w pewnem oddaleniu i pilnie się jej przygląda. Początkowo nie zwracała na to uwagi, choć czuła, że młodzian ów ma wielką ochotę zaczepić samotną panienkę, może dla flirtu, może dla towarzyskiej wymiany zdań — kto wie! Ponieważ jednak trwało to dość długo i wkońcu zaczynało być denerwujące, „samotna gwiazda" skierowała swe kroki ku domowi. 

Młodzieniec szedł za nią, wciąż bacznie się jej przyglądając. Gdy wreszcie Loda doszła do swego pensjonatu, stanęła przy progu i odwróciła się. Widząc zakłopotanie swego „prześladowcy", uśmiechnęła się. Widocznie to dodało mu otuchy, dość, że podszedł, skłonił się elegancko i powiedział: — „Bardzo Panią przepraszam, że ośmielam się ją zaczepić, ale ja Panią gdzieś widziałem, znam Panią ale nie mogę sobie w żaden sposób  przypomnieć, kim Pani jest? Czy Pani nie była czasem w Warszawie? Halama roześmiała się. Nie chciała się zdradzić. Nie chciała je swego nazwiska, więc rzekła krótko: Owszem, byłam tam z koncertem. To wystarczyło. Student jednak zareagował w zupełne nim sposób. Zamiast, normalnie, po ludzku przedstawić się i przywitać zaczerwienił się, potem zbladł i wykrztusił: ...Paani Loda?!... Haalaama? Poczem błyskawicznie odwrócił się i kłusem zaczął uciekać. I tyle go  Loda widziała. Popularność wlecze się, jak cień za człowiekiem i skoro się ją zdobyło, trudno jej się pozbyć.




 A że Loda jest i w kraju i zagranicą popularna, świadczą jej sukcesy, choćby z ostatnich trzech lat. 1934 rok: Japonja, Paryż, Niemcy, sukcesy w kraju, engagement na ballerinę do Opery stołecznej, tournee po krajach bałtyckich, znów Francja — oto pobieżny skrót szlaku, którym szalała jej sława w tym czasie. Z baletem p. Bodenwieser objechała w 1934 roku Loda Halama Kobe, Nagasaki. Osaka i Kioto.
 
Czteromiesięczny pobyt w kraju kwitnącej wiśni zalicza dziś Halama do najciekawszych wspomnień. O sukcesach jej świadczyły nabite sale. Bo Japończycy zupełnie inaczej patrzą na piękno sztuki. Gdy my porwani entuzjazmem dajemy wyraz zachwytu huraganami braw, publiczność japońska w milczeniu i skupieniu przygląda się występom. Od czasu do czasu tylko, gdy coś w szczególniejszy sposób oddziaływa na ich zmysł piękna, odzywają się krótkie, głośne okrzyki. No, a po przedstawieniu przychodzi się za kulisy i znów bez słów patrzy się na artystkę, ogląda się jej strój i po zamienieniu ukłonu, odchodzi. Robią to szczególnie kobiety, które nie bez celu przychodzą za kulisy; panuje tam bowiem zwyczaj, że jeśli artystka, swoja, czy obca, podoba się publiczności w szczególniejszy sposób. Japonki naśladują potem jej strój, jej ruchy, sposób bycia itd, Strasznie śmiesznie wygląda potem, jeżeli taką artystkę - gościa z zagranicy zapraszają na przyjęcie; przybywszy tam bowiem, znajduje się ona w towarzystwie Japonek, ubranych jak ona i naśladujących jej ruchy, gesty itd.



 Gdy Halama wróciła z Niemiec i urządziła w Warszawie pierwszy koncert t. zw. „tańca wyzwolonego", zrobiła nadzwyczajną furorę. Było to jeszcze przed Japonją. Wtedy to powstały jej najwspanialsze „numery", jak „Symfonia Rosji", „Lunatyczka", Taniec Tamary", „Mazurek chopinowski", „Zaloty chłopskie", „Wyzwolenie", „Morphium". Później doszły do tego „Carmen" w okresie pracy w Operze, „Rapsodia Liszta", „Dziewczyna cygańska". Dużym sukcesem aktorsko-tanecznyni była opera „Niema z Portici', którą to rolę Halama zagrała nadzwyczajnie.

 Najnowszym zaś sukcesem, za który pochwaliła Lodę cała prasa i cała publiczność, był taniec jej w „Gejszy". Zagranicą zaś Loda odniosła znów triumfy w Berlinie, gdzie urządziła koncert podczas Olimpiady. Obecnie bawi artystka w Warszawie. Niedawno zaproponowano jej wyjazd do Południowej Afryki. Propozycja bardzo nęcąca, choćby ze względu na nadzwyczaj wysoki poziom kultury tanecznej w tym kraju.

 Konsul Majewski z Capetown, który rozmawiał na ten temat z Lodą, zapewniał, że czeka ją tam sukces jak rzadko gdzie. Cała trudność w tem, że Loda ma trochę słabe serce i nie wiadomo, czy lekarz pozwoli jej pracować w kraju tak wysoko położonym. Niezależnie od sukcesów tanecznych na scenie Loda Halama odniosła w ciągu tego trzechlecia kilka sukcesów filmowych, ze wspomnimy tylko „Manewry miłosne" i niemiecki film „August Mocny". Obecnie znów zwrócili się do niej Niemcy z propozycją zagrania filmu w dwóch wersjach, niemieckiej i polskiej. W najbliższym więc czasie Loda ruszy znów w dłuższą podróż, która do i tak już bogatego wieńca sławy wplecie dalsze laury... "
 "AS" 1936

 Spokojne czasy międzywojnia....
Tuż przed wybuchem II wojny światowej Lodzia spotkała największą miłość swojego życia - Georga Golembowskiego. Pobrali się w Warszawie, gdy wojska niemieckie wkraczały już do stolicy. Zdecydowali się wyjechać z Polski. Po wielkich perypetiach, przez Szwajcarię dotarli do Włoch, ale w 1940 roku wrócili z powrotem, gdyż Loda była w ciąży.
Mąż prowadził hurtownię chemikaliów, a tak naprawdę  przez to, że miał paszport szwajcarski, kontakty handlowe i możliwość względnie swobodnego przemieszczania się, zajmował się działalnością  konspiracyjną.
Loda też została wciągnięta do takiej pracy, przede wszystkim w RGO (Rada Główna Obywatelska) przy PCK. Zdobywała fundusze i udzielała pomocy, w czym wykorzystywała swe sławne nazwisko i uzyskane po ślubie obywatelstwo szwajcarskie. Między innymi zdobywała sponsorów i zaopatrzenia dla głodnych dzieci z Czerniakowa oraz chorych w szpitalu ujazdowskim.
W czasie wojny urodziła syna lecz niestety mąż zginął w niewyjaśnionych okolicznościach . 13 lipca 1943 roku został śmiertelnie postrzelony.
W 1945 roku wyjechała do Szwajcarii do teściowej, ale relacje z matką obwiniającą ją o śmierć syna nie układały się dobrze. Wkrótce emigruje przez Paryż do Londynu.
Prawie już nie tańczyła. Zajęła się biznesem. W Londynie prowadziła restauracje: „Capriccio”, „La Vodka” i „Falstaff”.
Kolejne dwa małżeństwa w Anglii i Stanach Zjednoczonych były fikcyjne. W latach 80-tych wróciła do Polski. Zmarła 13 lipca 1996 roku w Warszawie.
Polecam przezabawną autobiografię Lody Halamy " Moje nogi i ja".

A o Józefinie Baker, jej pobycie w Krakowie, zamiłowaniu do robótek na drutach itd. możecie przeczytać na innym moim blogu DAWNY KRAKÓW.
Pola Negri to jedyna polska aktorka, która jest znana na całym świecie. Była jedną z najbogatszych kobiet w Holywood.
Uwielbiam jej nieme filmy, szczególnie "Hiszpańską tancerkę". Parę lat temu miałam okazję obejrzeć ten film w ramach Festiwalu Filmu Niemego, w Kinie pod Baranami z muzyką na żywo. Grał wtedy krakowski zespół "Que pasa". Wielka przyjemność dla ucha i oczu, zwłaszcza miny Poli.

Apolonia Chałupiec, bo takie jej prawdziwe nazwisko, znana była też z licznych romansów, m.in z Charlie Chaplinem i Rudolfem Valentino. Ponoć rzucała się na trumnę tego ostatniego, przez co straciła popularność wśród amerykańskiej opinii publicznej.

Dzisiaj proponuje "dziesięć przykazań kosmetycznych" Poli Negri ;).



"Czy chcesz być brzydką i odstraszać mężczyzn?
1. Zanim pudrujesz twarz, nie wcieraj nigdy wpierw kremu. Pudruj się na sucho, zatkasz pory w skórze i w krótkim czasie będziesz miała zniszczoną cerę.

2.
Pal ustawicznie papierosy; cały twój organizm prędko zostanie wyczerpany, zęby nabiorą żółtego odcienia, ręce zaś przesiąkną zapachem tytoniu. Wystarczy jedno lub dwa pudełka papierosów dziennie, a rezultaty będą niezadługo widoczne.

3. 
Myj się rano i wieczorem w wodzie gorącej, jak ukrop i używaj ostrego kolorowego mydła, a twarz i ręce zaczną ci się łuszczyć, cera będzie sucha i odstręczająca. Przytem nie używaj nigdy żadnego kremu.

4
. Tańcz codzień przez noc całą aż do zmęczenia, a będziesz wkrótce blada, wycieńczona i bez humoru.

5. Czyń, co tylko możesz, ażeby słońce opaliło twą gładką, delikatną skórę i ażeby popękała ona pod działaniem jego nielitościwych promieni. Najlepiej kładź się podczas upału twarzą na wprost słońca, a będziesz wyglądała, jak zgrzybiała wiedźma.

6. Miej zawsze wyraz twarzy zadąsany, bądź ciągle w złym humorze, kłóć się ze wszystkiemi i wiecznie narzekaj. Klnij w miarę. To ci da niesłychanie miły wyraz twarzy i przysporzy moc wielbicieli...

7. Prowadź bezładny tryb życia, jedz, kiedy ci się podoba, opychaj się ciastkami i słodyczami, a twoje zdrowie, kwitnący wygląd i humor zostaną rychło nadszarpane. Nie uchylaj się też od wódeczki, a dopomoże ci ona zestarzeć się w krótkim czasie...

8. Czytaj głupie romanse w łóżku przed zaśnięciema a nabędziesz nieco więcej zmarszczek wokół oczu i ust.

9. Używaj utlenionej wody do włosów, myj je alkalicznem mydłem, a włosy stracą jedwabistość i połysk. Po farbowaniu pal je żelazkiem do fryzowania, układaj w równe loczki i nioby, a uczyni to cię napewno piękną.

10. Ubieraj się niegustownie, nieporządnie i niemodnie przez co zostaniesz od razu pozbawiona wdzięku i nie posądzona o kokieterję."

Pisownia oryginalna - "Przegląd mody" z 1929 r.



Wydane są dwie biografie Poli Negri - Mariusza Kotowskiego i Wiesławy Czaplińskiej. Zastanawiam się która lepsza... Jakieś rady?

Szokujący artykuł z  1937 r., zwłaszcza co się tyczy palenia u podlotków...


Pisownia oryginalna

"Czy pani pali? Ależ oczywiście, że tak. To się przyjęło, utarło — to poprostu wypada... Pytanie to słyszy się już teraz coraz rzadziej, staje się ono wprost anachronizmem. Zato coraz więcej się spotyka niepalących mężczyzn. Zjawisko to bywa bardzo rozmaicie interpretowane. „Mężczyźni są rozsądniejsi i bardziej opanowani od kobiet", pada z ust męskich wyjaśnienie. „Ach, absurd! Poprostu mężczyźni dzisiejsi niewieścieją, wypierani zwolna ze swych stanowisk i praw przez nowoczesną kobietę. Dlatego papieros czy cygaro, jeden z atrybutów męskości, przestaje im odpowiadać" — odpaliła na to przedstawicielka płci, do niedawna, słabszej.

Kto ma rację? Nie będziemy się o to spierać. Ale spróbujmy zastanowić się bez uprzedzeń, dlaczego kobiety palą teraz tak chętnie i to prawie wszystkie.
Nie jest to bynajmniej wynalazek kobiet dzisiejszych. Dawnemi czasy palenie tytoniu przez kobiety nie należało bynajmniej do rzadkości. Wśród kobiet z ludu jest to do dziś często spotykanem zjawiskiem: palą namiętnie cyganki, a wśród starych Hucułek fajka uchodzi za prawdziwy przysmak. Dlaczegóż więc kobieta powojenna stała się powodem tak wielkiego zgorszenia i tyle obudziła zastrzeżeń, gdy po raz pierwszy, z wdziękiem i dezęwolturą sięgnęła po papierosa?!
Kilkadziesiąt ostatnich lat XIX stulecia wyparło zwyczaj palenia u kobiet z towarzystwa, gloryfikując kobietę upoetyzowaną i sentymentalną, wątłą i „nieziemską" anielice. Takiemu typowi kobiety palenie istotnie nie odpowiadało. No i ludzie odzwyczaili się. przyjmując bez zastrzeżeń, że papieros, fajka czy cygaro — to przywilej wyłącznie męski, podobnie, jak noszenie spodni, łub strzyżenie włosów.


Dzisiejsza kobieta postanowiła wszystkiego spróbować: papieros bardzo jej smakuje, chodzenie w spodniach na wycieczki czy na nartach uważa za celowe i wygodne, a włosy ostrzygła bez żalu. gdy lustro jej powiedziało, że jej z tem do twarzy.
Jeśli chodzi o palenie, które u większości kobiet przeszło w nałóg, przyznać trzeba jednak, że jest ono dalekie od szablonu. Każda kobieta pali inaczej, tak jak jej to dyktuje jej typ, względnie typ, na którym się wzoruje, jakim chciałaby być. Obserwując palące kobiety, możemy ustalić pewne niezawodne recepty palenia. Inaczej pali podlotek, inaczej kobieta „umężczyźniona", inaczej dama z towarzystwa, inaczej wamp w dwóch odmianach — genre „portowy" i genre „salonowy".

Podlotek pali z reguły tylko cudze papierosy, gdyż własnych mu jeszcze posiadać nie wolno. Twierdzi, że zarówno smakuje mu drogi Abdullah, jak groszowy „Płaski" czy „Sport". Nie zaciąga się z reguły (może przez wrodzony instynkt samozachowawczy?), zato wypuszcza z impetem kłęby dymu, wydmuchując go ostentacyjnie, obojętne — nosem czy ustami.


Kobieta „umężczyźniona", ta, która upiera się przy włosach strzyżonych krótko ala garconne, nosi przeważnie angielskie kostjumy i bluzki z męskim krawatem, gardząc niewieściemi zajęciami i gustami — pali najchętniej papierosy bezustnikowe w zwyczajnej, bezpretensjonalnej cygarniczce, albo i bez niej. Wtedy szczyci się pożółkłemi śladami na palcach, jak również tem, że włosy jej, suknie i rzeczy osobistego użytku przesiąknięte są zapachem dymu. W dyskusji trzyma papierosa bokiem między zębami, nie wyjmując go przy mówieniu. Papieros w jej ręce przybiera prowokujący i wojowniczy charakter.

Dama z towarzystwa pali umiarkowanie i z wdziękiem. Papieros nie smakuje jej specjalnie, ale taki cieniutki, wytworny „Złota Pani" w wymanicurowanych paluszkach, to przecież ładnie wyglądał! Wyjmuje go w stosownym momencie (broń Boże przy jedzeniu!) z małej, ozdobnej papierośnicy, w której mieści się zazwyczaj nie więcej, jak 6. Od czegóż są zresztą mężczyźni? Poczęstują, gdy braknie.

Wamp: „genre portowy", pali ala Jean Harlow, z papierosem przylepionym do warg, otoczony kłębami dumy, z przymrużonem wzgardliwie jednem okiem, z miną na temat: „papieros"?! to dziecinna zabawka — kokaina, morfina... to prawdziwe narkotyki!"




Wamp: „salonowy" ala Marlena Dietrich pali w sposób wyrafinowany... papierosy w kolorowych bibułkach, zatknięte w długą, jak najdłuższą, ozdobną cienką cygarniczkę. Pali z wyrazem lunatyczki, zapatrzonej w dalekie — nieuchwytne wizje. Otacza się dymem, jak tajemniczym kadzidlanym obłokiem, z poza którego wpatruje się w ciebie wzrokiem, pełnym kuszących obietnic... Papieros, to dla niej spotęgowanie jej „sex appealu", to jeden więcej miłosny talizman...

Przeciwnicy kobiet palących, wysuwają chętnie zastrzeżenia natury estetycznej. Nie mają racji. Nieuprzedzony obserwator przyzna, że ładnej kobiecie papieros dodaje wdzięku. A ileż przytem sposobności do otoczenia się mnóstwem ślicznych, misternych drobiazgów, objętych wspólnem mianem „przyborów do palenia"!
Ozdobne papierośnice ze srebra, skóry, szyldkretu czy galalitu, cygarniczki z kości słoniowej, perłowej masy czy bursztynu, wytworne zapalniczki najróżniejszych systemów (oczywiście stemplowane!) i tyle innych cacek, których cel użytkowy jest tylko pretekstem do stworzenia czegoś modnego, estetycznego i ozdobnego. A kobiety przepadają za takiemi drobiazgami.
A więc naprzekór wszystkim moralistom nie zanosi się na to, aby piękna pani wyrzec się miała prędko tego dyskretnego a wiernego sprzymierzeńca swego wdzięku, jakim jest — papieros..."
E. M.


Śniadanie — Five o'clock — Obiad
Pisownia oryginalna. "Mały kalendarzyk Pani" 1936 r.

 ŚNIADANIE:
 Pora: między 12 a 1-ą w południe. 

  MENU: zimne zakąski do wódki (coraz mniej w użyciu) podane w salonie na stoliczku na kółkach w umiarkowanej ilości (celem ich pobudzenie apetytu a nie jego zaspokojenie):
— buljon lub consomme* w filiżankach (może być zastąpione omletem lub innem lekkiem daniem)
— danie mięsne z rusztu lub patelni z jarzyną, ewentualnie drób z sałatą
— deser (sery, owoce)
— czarna kawa, podana już w salonie.
 Trunki:
 — vermouth, lub portwein przed zakąską
 — wódki do zakąsek (normalnie z lodu, przy wysokich gatunkach powinny być w temperaturze pokojowej)
— po pierwszem daniu lekkie wytrawne, białe francuskie, lub reńskie (te ostatnie w specjalnych zielonawych kieliszkach) zawsze z lodu
— po daniu mięsnem lżejsze, stołowe czerwone (np. Bordeaux w temperaturze pokojowej)
— do czarnej kawy likiery i wysokiej marki koniaki. 
Nakrycie: obrus nie musi być biały, coraz modniejsze są obrusy kolorowe
 — zastawa na ogół skromniejsza, niż przy wieczornych obiadach
 — przybranie stołu kwiatowe, najlepiej w niskich czarkach (unikać należy wysokich bukietów, które zabierają miejsce i zasłaniają widok).

Rozmieszczenie gości przy stole:
 — pani domu siedzi na pierwszem miejscu na środku dłuższego boku stołu (przy stołach o kształcie podłużnym)
— pan domu naprzeciwko niej (miejsca tego ustępuje jedynie głowie państwa, lub księciu krwi, również wysokim dostojnikom kościelnym)
 — po prawej stronie pani domu miejsce dla najbardziej honorowanego gościa mężczyzny, po prawej pana domu dla najbardziej honorowanej damy.

 — strój pani domu powinien być nacechowany wykwintną prostotą — obowiązuje suknia wełniana, lub jedwabna matowa z rękawami (możliwie nie czarna).

HERBATKA POPOŁUDNIOWA
Pora: między 4 a 7-ą.
MENU: herbata, osobno rum w karaweczce, cytryna w plasterkach i śmietanka w kubku, na tackach lub kryształowych talerzykach tartinki (małe, jednolite i nie tak ostre, jak przy przekąskach do wódki), słone ciasteczka, herbatniki i inne ciastka.
— Późniejszem popołudniem (np. imieniny pani lub pana domu) można zamiast herbaty do słodkich ciast podać słodsze wina francuskie, lub hiszpańskie.
— Sposób podania: w salonie na małych stoliczkach.
 W domach konserwatywnych serwuje herbatę służący lub pokojówka na tacy. W nowoczesnych umieszcza się zastawę do herbaty na stoliku na kółkach z szklanymi blatami.
 — Herbatę nalewa pani domu, roznosi służba. (Ostatnio w eleganckich domach przyjmuje się zwyczaj podawania herbaty w jadalni, bez zasiadania. Jest to niepraktyczne i dla gości niewygodne). — strój pani domu: popołudniowa suknia z rękawami długiemi lub półdługiemi, krótka, bez dekoltu, ciemna lub czarna.


OBIAD 
Pora: między 7 a 8-ą wieczór.
MENU:
— zupa (na talerzach),
— ciepła przystawka
— ryba
— pieczyste z jarzyną
— legumina
— deser (sery, owoce).
 Trunki: po rybie lekkie wino białe francuskie, lub reńskie z lodu,  po pieczystem wino czerwone (Burgund w temperaturze pokojowej),  przy leguminie szampan (tylko przy wystawnych obiadach).
Nakrycie: obrus biały (we Francji na wystawnych obiadach widuje się jedwabne obrusy kolorowe z frendzlami),  srebra, kryształy lub piękne szkło, dekoracja kwiatowa jak przy śniadaniu. Najmodniejsze oświetlenie: antyczne lub zupełnie nowoczesne świeczniki ze świecami.
— strój pani domu: suknia wieczorowa długa z rękawami lub bez, dekolt umiarkowany, kolor najlepiej czarny.
BAL
Pora: 10-a wieczór. Kolacja (o ile zasiadana i gorąca) około północy.

Menu kolacji balowej podobne do obiadu (liczba dań zależy od kwestji gustu i środków finansowych).
 — zamiast ciepłej kolacji można w mniejszych mieszkaniach urządzić zimny bufet, zastawiony na stole w jadalni tak, aby dostęp do niego był łatwy.
MENU: kanapki, kawior, sałatki, zimne mięsa, galantyny z drobiu, pasztety z dziczyzny, auszpiki*, majonezy z ryb, chaud-froid* z dziczyzny, torty, owoce.
 — na tacach roznosi się lody i poncz lub kruszon, nad ranem barszcz w filiżankach i ciepłe przekąski
 — strój pani domu: toaleta balowa (bez rękawów — duży dekolt).

*Zapraszając gości należy się dobrze zastanowić nad ich doborem, aby uniknąć niemiłych sytuacyj. Pani domu powinna czuwać nad rozmową, aby nie dopuścić do poruszania tematów, któreby mogły być niemiłe komuś z zaproszonych.
*Na zaproszeniach trzeba wyraźnie zaznaczać, jaki strój obowiązuje, a nie, jak się to często zdarza, zalecać strój jak najskromniejszy, co powoduje niejednolitość w strojach i przykre sytuacje dla gości.
*Pani domu nie wolno pod żadnym pozorem wstawać od stołu, dawać znaki służbie lub porozumiewać się z nią w jakikolwiek sposób.
*Dania muszą być tak zestawione i przygotowane, aby podawanie ich następowało szybko po sobie. Nie ma nic nudniejszego, jak długie pauzy między daniami."


Słowniczek:
*Consomme (franc.) -  wywodzi się z kuchni francuskiej, jest to klarowany i bogaty w smaku warzywno-mięsny wywar. Klaruje się go surowym mięsem mielonym i białkami jaj. Dzięki temu tłuszcz oraz osad zbierają się na górze i łatwo można go oczyszczać.
*Auszpik (niem.)- to samo co galart, galaretka.
*Chaud-froid (franc. "szo-frua") - potrawa z ugotowanego i pokrojonego w plastry drobiu lub dzikiego ptactwa. Polewana odpowiednio sosem beszamelowym lub majonezem (z dodatkiem żelatyny).
 Artykuł z 1936 r. 
Pisownia oryginalna

"Wybór „Wenus Paryża" — piękności, kryjącej się pod pseudonimem „Evanowa", był sensacją dla stolicy Francji. Pamiętano, że wzięła ona udział już w konkursie 1934 roku i wtedy rozważania jury długo nie mogły doprowadzić do konkretnego rezultatu. Wreszcie przyznano pierwsze miejsce innej współzawodniczce narodowości francuskiej. W parę dni później, przy sprawdzaniu jej moralnych kwalifikacyj, okazało się, że przeszłość laureatki nie była tak nieskazitelną, jak wymagają tego regulaminy konkursu... Zdetronizowano więc tamtą boginię piękności, zwracając tytuł Ewanowej. Od tej chwili zaczęła się jej właściwa karjera życiowa i artystyczna.

Dopiero jednak w bieżącym roku tytuł „Miss Wenus 1936" przyznano jej jednogłośnie, choć w Paryżu nie brak oczywiście piękności ubiegających się o to wyróżnienie i należących po większej i części do narodowości francuskiej. Od tej chwili przyznania prymatu piękności, Evanowa jest "rozchwytywana". Spostrzeżono wnet, że to nietylko piękna, ale i inteligentna i dowcipna kobieta. Posypały się na nową królowę piękności zaproszenia z wszystkich eleganckich kasyn Francji: Royat, Biarritz, Sables d'Olonnei Riwiery...

 Piękność wystarcza do wybicia się; tylko inteligencja pozwala iść dalej. Najwięksi managerowie kłaniają się teraz nowej Wenus, prosząc o przejrzenie ich propozycyj. Nawet impresarjo Anny Pawlowej zainteresował się tą młodą tancerką, a telegramy wzywały na wieczory galowe do Lionu, Bordeaux, nie mówiąc już o występach na najelegantszych wieczorach paryskich.

 Oczywiście, że zjawiają się też zaproszenia do wielkich music-hallów. W „Casino de Paris" tańczyła Evanowa, zastępując zmarłą niedawno tancerkę Colette Andris, podobnie w „Tabarin", w „Mayol", „Alcazarze"... Zaproszoną została również do filmu „Gołąb" (tytuł prowizoryczny) z Colette Darfeuil i Rene Lefevre; gwiazdami francuskiej kinematografji.



Pod pseudonimem „Evanowa" kryje się nie kto inny, jak młodziutka Małopolanka, Irenka Mokry-Nowicka, która nie marzyła o sukcesach i o karjerze, jaka ją dzisiaj czeka w Paryżu. Okazuje się, że niezbadane są wyroki losu, który kroczy różnymi ścieżkami.
P. Nowicka wyjechała do Paryża z siostrą, pod opieką matki. Obie siostry od dawna pragnęły poświęcić się karjerze artystycznej: jedna śpiewaczej, druga tanecznej. Przyświecała im silna wola wybicia się ponad szarzyznę i... nadzieja. Lecz jak zawsze w podobnych wypadkach się zdarza, jednostki, wybierające się do Paryża, zapominają o tem, na jak wielką konkurencję natkną się w każdym zawodzie. Los pomaga jednak silnym jednostkom, a fortuna kołem się toczy.

Chcąc przeprowadzić wywiad z „Miss Wenus 1936", trzeba było przezwyciężyć niejedną trudność. Nasza piękna rodaczka jest w wiecznych rozjazdach i trudno ją zastać w domu.

Pewnego dnia wreszcie udało się. Przyjmuje nas piękna Miss w swojem nowoczesnem studjo na Montparnassie. A oto historja jej młodego życia:

— Trudne warunki egzystencji w Polsce skłoniły mnie, by zaryzykować podróż do Paryża. Pierwotnie miałam marzenia praktyczne: zostać wielką krawcową! Sfery paryskie, wśród których danem mi było żyć, zwróciły uwagę na mój wygląd i gesty i nakłoniono mnie, bym poświęciła się sztuce tanecznej. Początkowo kształciła mnie kierowniczka dawnej carskiej szkoły baletowej. Jednocześnie jednak trzeba było zarabiać na życie.... i po całodziennej, męczącej pracy ćwiczyć taneczne „pas". Po półtorarocznych wysiłkach wystąpiłam po raz pierwszy w balecie opery rosyjskiej Agreniewa. Nadszedł rok 1934, a z nim wybory na „Wenus Paryża", o których już pan wie.


Przerzuciłam się do music hallu. Nie zadowalając się tańcem i dla oszczędzenia zdrowia zmieniłam „genre", ucząc się śpiewu. Z klasycznej tancerki przedzierżgnęłam się w tańczącą cygankę i tu piosenka oddawała mi wielkie usługi, wykazując, że obrałam dobrą drogę.

— Czasy owe, to jeden ciąg walki o spokojne życie, mimo rosnącego powodzenia. Ze wzruszeniem myślę o pomocy, jakiej doznałam od Francuzów. Pewien stary impresarjo, mający wielkie stosunki w świecie artystycznym. zwrócił się do mnie, ofiarując mi swe usługi. Francuzom imponuje młoda kobieta, pragnąca iść uczciwie przez życie. Teatr szalenie lubię i dopiero za kulisami czuję się w swoim żywiole, mimo niejednej przykrości, na jaką się jest tam narażoną. Mam raczej naturę tragiczki, ale nie tracę nadziei, że uda mi się zagrać również większą role w komedji lub na ekranie.
Jakie są moje plany? Pragnęłabym wystąpić w Polsce i może uda mi się zorganizować wraz z moją siostrą Marją odpowiednie tournee. Byłabym wtedy w Krakowie, Warszawie i innych miastach.

Oto Polka Evanowa, która zawojowała Paryż i którą uznano za godną konkurowania pod względem kształtów z boginią piękności. A trzeba pamiętać, że w jury zasiadali tacy znawcy, jak słynny malarz Van Dongen, kierowniczka szkoły tanecznej Irena Popard, dziennikarka i literatka Maryse Choisy, rzeźbiarz Lejeune i wielu innych.

Podając pannie Irence rękę na pożegnanie, spoglądam na tę drobną, w skromną suknię ubraną postać, która dzięki harmonji swych kształtów zdołała wywołać entuzjazm u znawców piękna.

Zygmunt Frenkiel (Paryż)